Depresja poporodowa
shutterstock_35039092

A A A

O depresji poporodowej w ostatnim czasie mówi się coraz więcej. Kiedyś kobiety wstydziły się do niej przyznać z obawy przed oskarżeniami o bycie złymi matkami. Dziś nawet celebryci otwarcie opowiadają, że cierpiały na takie zaburzenia. Przyjrzyjmy się, czym jest depresja poporodowa.

Depresja czy „baby blues”

Bardzo istotnym jest, by depresję poporodową odróżnić od tzw. „baby blues”, które przydarza się niemal każdej kobiecie po urodzeniu dziecka.
„Baby blues” to chwilowe obniżenie nastroju spowodowane wysiłkiem związanym z porodem oraz hormonami. Pojawia się od 2 do 4 dni od urodzenia i charakteryzuje się poczuciem smutku, rozdrażnieniem, problemami ze snem, huśtawkami emocjonalnymi. W tym wypadku wystarcza jednak wsparcie najbliższych i po najdalej kilku tygodniach samopoczucie powinno wrócić do normy, a kobieta odzyskuje pozytywny nastrój. W przypadku depresji poporodowej, sytuacja wygląda znacznie poważniej.

Depresja poporodowa

Depresja poporodowa pojawia się między czwartym a szóstym miesiącem po urodzeniu dziecka. Może narastać stopniowo, a niekiedy pojawia się nagle, bez żadnych sygnałów ostrzegawczych. Trwa znacznie dłużej niż „baby blues”, a jej przebieg jest ostrzejszy. Powoduje poważne zaburzenia zarówno w psychicznym, jak i fizycznym funkcjonowaniu kobiety. Młoda mama czuje smutek, apatię, brak energii, jest rozdrażniona i miewa napady złości. Nie ma siły podejmować codziennych aktywności, zaniedbuje siebie oraz dziecko. Niekiedy objawem depresji poporodowej może być nadmierna, patologiczna koncentracjach na zdrowiu dziecka. Kobiety cierpiące na to zaburzenie są płaczliwe, niespokojne, miewają napady paniki. Tracą poczucie czasu i zainteresowanie seksem. Zaburzeniom tym często towarzyszą objawy somatyczne takie, jak bóle głowy, pleców i brzucha.

Przyczyny 

Uznaje się, że depresja poporodowa ma kilka przyczyn. Jedną z najważniejszych jest poporodowe zaburzenie gospodarki hormonalnej i zmiany poziomu neurotransmiterów. Ponadto, dzięki wielu badaniom nad depresją poporodową, wyodrębniono kilka cech psychologicznych, zwiększających ryzyko wystąpienia tego zaburzenia. Depresja poporodowa najczęściej występuje u kobiet o pesymistycznym uosobieniu, skłonnościach do częstego poczucia winy, niskiej samooceny. Do przypadłości tej mają także skłonność młode mamy o niskiej dojrzałości emocjonalnej i małej zaradności życiowej.

Depresję poporodową mogą wywołać także wcześniejsze negatywne doświadczenia związane z ciążą i porodem takie jak poronienie, trudności z zajściem w ciążę, lęk przed upośledzeniami dziecka, a także niechciana ciąża. Psychologowie zauważyli także, że czynnikiem zwiększającym ryzyko depresji poporodowej są złe relacje kobiety z własną matką. Podkreśla się także znaczenie przyczyn społecznych takich jak brak partnera, zła sytuacja materialna, brak wsparcia rodziny.

Skomentuj lub zadaj pytanie!

*
  1. Re: Depresja poporodowa Ka

    W marcu br, tj. 7 m-cu ciąży dowiedziałam się, że mój mąż ma złośliwego nowotwora płuc – najgorsze stadium.
    Nie można operować płuca. Nie spałam 3 noce i nie jadłam 3 dni. Tylko płakałam. Mieszkam w dużym mieście.
    Z dala od rodzinnej miejscowości. Nie znam tu nikogo, za wyjątkiem kilku osób z AA, z którymi kontakt ma mój mąż.
    Ale to są Jego bliscy znajomi. Gdy dowiedziałam się o chorobie męża zostałam z tym sama. Żadnego wsparcia z rodziny męża.
    Żadnego telefonu do mnie jak sobie z tym radzę, czy mi pomóc – ma w tej miejscowości 2 siostry z rodzinami i mamę.
    Z teściową widujemy się tak raz lub dwa razy w tygodniu. Wspierała mnie moja rodzina, która mieszka ok 80 km dalej.
    W ciąży bałam się o zdrowie dziecka z racji mojego i męża wieku. Informacja o chorobie męża i stres z tym związany nie korzystnie
    wpływał na rozwój maluszka. Po I chemii męża, którą zniósł bardzo źle, to ja się nim opiekowałam. Nie dbałam wtedy o siebie a tym samym o dziecko.
    On był i jest dla mnie ważniejszy. Chodziłam na paluszkach, dogadzałam z jedzeniem, itp. Wiele razy podkreślał wśród znajomych i dla samej mnie,
    jak to tylko ja dbam o Niego w tych jakże ciężkich chwilach. A o mnie nie ma kto zadbać. Tak mijały dni aż do rozwiązania na początku czerwca br..
    W między czasie mąż brał chemię. Synek urodził się zdrowy. Miałam przed ślubem zwyczaj z mężem pisać do siebie e-maile, jak minął dzień, co czuję, …

    Na kilka dni przed porodem napisałam e-maila podsumowującego całą ciążę. W trakcie ciąży nie rozczulałam się nad sobą, jak brakło nam paliwa
    to ja szukałam stacji benzynowej. Jak zepsuło się nam auto to ja biegałam z mężem w zaawansowanej do mechanika. Napisałam w tamtym e-mailu m.in.
    „Pod względem psychicznym – pierwsza połowa ciąży ciężka.
    Druga połowa cięższa od pierwszej. Kiedy to potrzebowałam/potrzebuję wsparcia, opieki – czuję, że mam tego za mało, a czasem brak.
    Tu zazdroszczę innym kobietom :-(.” To jest wysłany sygnał do męża, że potrzebuję pomocy. Po urodzeniu synka poprzez cc osłabłam.
    Mąż w trakcie rodzenia się synka był ze mną w szpitalu, choć tyle dla mnie zrobił. W drugiej dobie po urodzeniu synka, leżąc jeszcze na łóżku musiałam
    wykonywać telefony organizując wiertarkę udarową. Mąż wtedy był na moim panieńskim mieszkaniu i chciał przymocować szafkę łazienkową,
    a na mieszkaniu nie miałam wiertarki. Obolała i słaba dzwoniłam po znajomych – bez skutku. To wtedy było dla niego ważniejsze a nie obolała i słaba żona.
    Tak po cichu liczyłam, że przyniesie mi do szpitala lub w terminie późniejszym choćby małego jednego kwiatka. To poprawiłoby mi humor.
    Minęło już 3 mce i się nie doczekałam. A dwa tygodnie temu powiedziałam mu o tym. Po kilku dniach przyznał mi się, że zaniedbał to i kilka innych spraw związanych ze mną.
    W między czasie mąż przyjmował kolejne chemie, po których różni się czuł raz lepiej raz gorzej. Z każdym razem komunikował mi to w e-mailach bądź w trakcie rozmowy.
    Ja tez męża informowałam o swoich stanach. Po kilku dniach od urodzenia dziecka, gdy syn popatrzył mi w oczy zadał mi pytanie : „dlaczego mi to zrobiłaś?”.
    Wtedy to pojawiło się we mnie poczucie winy, że sprowadziłam go na ten świat. Wtedy tez zaczęłam podejrzewać u siebie depresję poporodową, o której informuję męża przez prawie 3 mce. Dzieckiem zajmuje się sama, bo mąż słaby po chemii. Po CC to ja dźwigałam dziecko i wózek. Dźwigam, karmię, wstaje w nocy, … tak jest do chwili obecnej.
    Dbam też o mieszkanie łącznie z prasowaniem, zmywaniem naczyń i gotowaniem. Raz był obiad o godzinę później skończyło się to awanturą.
    W trakcie połogu mąż słabo mnie wspierał i nie opiekował się mną. Opatrywał mi tylko ranę po cięciu. Nie zrobił do dnia dzisiejszego prostej kanapki z półproduktów, które są w lodówce. Jego dbanie o mnie ogranicza się do podania mi jakiegoś owocu i napicia się łyka napoju z Jego kubka. Czasem zaparzy kawę i to wszystko. Nie wychodziłam, na żadne spacery.
    Tylko obowiązkowe wyjścia do apteki, po chleb i pieluchy – mąż uznawał, że to są spacery (5-15 minut w odległości od mieszkania).
    Mąż skończył już chemię miesiąc temu.
    Wiem, że jest mu ciężko. Ale ja też potrzebuje wsparcia i jego pomocy. A takiego nie mam. Od dnia narodzin synka cierpię na bezsenność, jestem rozdrażniona, nie mam wsparcia od męża ani Jego rodziny (moja rodzina jest daleko). Kiedy poleciały mi łzy – krzyk że użalalam się nad sobą i „mam muchy w nosie”. Każdy dialog kończy się tym że „pyszczę”. Są chwile kiedy zabrania mi włączyć Tv i komputer – a wtedy On czuje się dobrze.Na stwierdzenie, że jestem samotna to mąż się złości i mówi, że to moja sprawa abym sobie coś zorganizowała i to mój problem. W tym mieście mieszkam krótko i nie znam nikogo i mam sobie poradzić. Dopiero po 3 mcach od urodzenia dziecka udało mi się wyjść samej bez dziecka na 2 godziny i nie miałam ponaglających telefonów gdzie jestem i kiedy wracam. Po urodzeniu dziecka mąż nigdzie mnie nie zabrał na żądną krótka wycieczkę. Szukamy mieszkania do kupienia więc nasze wycieczki ograniaczały się tylko do oglądania zrujnowanych, klaustrofobicznych, depresyjnych, ciemnych mieszkań lub lokali użytkowych oferowanych przez urząd miasta. Te wycieczki mnie dołowały a mąż nie przyjmował tego do wiadomości. Mąż należy do AA, i to tam chodzimy na herbatę lub kawę – to miejsce mnie bardzo dołuje. Mąz tam chwali się naszym synkiem. W jednym emailu do mnie napisał, „że popisał się przed kolegami ekspresowo zmieniając pieluchę”. Na dzień przed chrzcinami dziecka mąż powiedział do synka, że „mama jest tania w utrzymaniu i niczego nie potrzebuje” – moje poczucie wartości spadło wtedy poniżej zera. Od momentu zaciążenia niczego sobie nie kupiłam. Sygnalizowałam to dla męża – zero reakcji. Wyprawkę dla dziecka przygotowała mi moja siostra. Niczego razem nie kupiliśmy dla dziecka, nawet zwykłej grzechotki o wszystko martwię się sama. Jak dopraszam się o zwykłą kanapkę to mąż się awanturuje i jest na mnie zły. Mówi, że jest za słaby na zrobienie mi tej kanapki ( z gotowych półproduktów). Ale z kolegami przez telefon rozmawia godzinę, godzinami siedzi przed komputerem. Mi zabrania na 5 minut włączyć TV i usiąść przed komputerem kiedy to ja się lepiej czuję i chce zrobić coś dla siebie. Chcę zaprzestać wychodzenia po męża do pracy – przechodzimy przez długi most. Boję się bardzo, że dziecko mi wypadnie. Podsumowując: 3 mce wołam męża o pomoc, że mam lęki, że boję się o przyszłość synka, kiedy to będę musiała być i matką i ojcem jednocześnie, cierpię na bezsenność, boli mnie kręgosłup i kręgi szyjne, zanikł mi apetyt, chudnę, że brakuje mi Jego wsparcia choćby słownego jak nie da rady nic zrobić. Nadmienię, że regularnie chodzi na mityngi AA i dba (czasem zamartwia się) bardziej o swoich kolegów niż o żonę. Jak proszę o pomoc to kończy się to awanturą i wmawianiem mi, że nie daję mu żadnych info. A ja to czynię od 3 mcy od kiedy urodził się syn. A od 5 mcy kiedy dowiedziałam się o chorobie męża. Na moje wczorajsze stwierdzenie, że mam depresję i żeby mi pomógł zaczął na mnie krzyczeć, że wszystko sobie wymyślam. Raz tylko wspomniał czy chcę skorzystać z porady psychologa w centrum opieki paliatywnej – to było gdy dowiedziałam się o Jego chorobie. Nadmienię, że mój mąż jest lekarzem i nie podpowiedział mi gdzie mam pójść po jaką poradę. Nawet nie domyślił się aby przepisać mi jakieś leki wyciszające na moje przewlekłe stresy. Nie czuję macierzyństwa.A ja bardzo kocham swego męża. Mam depresję, nie wiem gdzie iść i kogo prosić o pomoc. Mój mąż mi odmówił pomocy. Wczoraj dał mi 1/4 tabletki na sen, która nie zadziałała. Ja domyślam się jak czuje się mój mąż ale nie mam żądnego wsparcia. A On twierdzi, że cały czas mnie wspiera. Na moje pytanie jak: to powiedział mi, że poddał się chemii. Ciągle twierdzi, że ja myślę tylko o sobie, tylko moje „ja”. A od czasu ujawnienia się Jego choroby to wszystko kręci się wokół niego A ja nie oczekuję już zbyt wiele kanapkę, dobre słowo, rozmowy która nie zakończy się kłótnią i pokierowaniem mnie do właściwego lekarza. Zapytała się męża komu mam się wygadać – powiedział, że nie wie komu. Mąż chodzi na mityngi AA i tam się ma komu wygadać. Kilka razy byłam na mityngach otwartych i boje sie , że mówi coś tam o mnie. Jak powiedziałam, że może w końcu ja zabiorę głos – to mówi, że nie będe z nim chodzić na te mityngi.Te dobre i słowa i te złe. Wiele razy podkreslał, że nikt się nim tak nie opiekowała jak ja. On bardzo źle odbiera moje wołanie o pomoc.Wiele razy kiedy wołałam o pomoc to mówił mi, że m,nie zostawi, kilka dni pol urodzeniu syna powiedział o rozwodzie, że to koniec. Ja bardzo go kocham i domyślam co się czuje ze swoją chorobą. Nie wiem co robić. Opiekuje się mężem i synkiem a siebie zaniedbuję.

    Odpowiedz

  2. Re: Depresja poporodowa Anika

    Synka urodziłam 4 miesiące temu. Kocham go ponad wszystko i uwielbiam. Jednak od jakiegoś czasu dzieje się ze mną coś złego.Płaczę, wybucham gniewem, irytuję się, nie mogę spać, martwię się ciągle o to co będzie dalej – ze mną, moim męzem i naszym synkiem. Ciągle kłócę się z mężem, nie mam na nic siły ani ochoty:(:(:( ciągły płacz i rozdrażnienie :( nienawidzę mojego życia. I boję się.

    Odpowiedz

  3. Re: Depresja poporodowa Meggi

    Depresja poporodowa to koszmar.
    Urodziłam 2 miesiące, 2 tygodnie i 2 dni temu pięknego synka. Urodziłam w 36 tygodniu ciąży.
    I do dziś nie mogę dojść do siebie.
    Każdy dzień jest dla mnie wielką niewiadomą. Nie wiem czy uda mi się go przeżyć czy załamię się już do końca. Rozpadnę na kawałki.
    Czuję się jak w pułapce. Chciałam usnąć i nigdy się nie obudzić.
    Wydaje mi się, że moje dziecko mnie nienawidzi i że lepiej będzie mu beze mnie.
    Mój mąż twierdzi, że będzie lepiej, ale ja nie wierzę.
    Gdybym wiedziała, że tak będzie to nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko.

    Odpowiedz

  4. Re: Depresja poporodowa Kamil

    Moja żona po urodzeniu dziecka nie może dojść do siebie, mam wrażenie, że nie akceptuje naszego syna. Rozmawiałem z nią o wizycie u psychologa, jednak ona nie chce o tym słyszeć. Czy mogę jej jakoś pomóc?

    Odpowiedz

    • Re: Depresja poporodowa Beata

      kamilu, ja jestem młoda mama, 3tyg temu urodziłam drugiego synka. Teraz przechodzę porządny baby blues. to samo było za 1 razem. wtedy mieszkaliśmy u rodziców, ich wsparcie, zwłaszcza mamy pozwoliło mi przetrwać ten czas i nie wpasc w depresję. teraz jednak mieszkamy sami i jest masakra. ja płacze bez powodu, nie wyrzucone śmieci potrafią mnie wprawic w histerię, a mąż…no właśnie, zero wsparcia, tylko krzyczy, wytyka mi zachowanie…i tu jest sens, nie moge teraz na nikogo liczyć, nie czuje miłości i ciepła, zrozumienia … to daj żonie, niech czuje się tteraz jeszcze bardziej kochana, wytrzymaj te tygodnie czy miesiące, a napewno dacie radę. ja boję się że popadnie w depresję bo mam do niej skłonności…

      Odpowiedz